Tatry

Zobacz film: "Góry moje..."

      Dwa dni w Tatrach... Środa i sobota - tak blisko w kalendarzu... A jak odmiennie w naturze.

     Środa. Wilgotno, mgła... Doliną Roztoki ruszamy do Doliny Pięciu Stawów. Mijamy szumiącą Siklawę, zostawiamy tłumek pod schroniskiem i przez Świstówkę drapiemy się do Morskiego Oka.
    Trzeba uruchomić wyobraźnię, aby dostrzec piękno. A zobaczyć można wiele... Na przykład cudowne krople deszczu zawieszone na trawach gdzieś pod Świstową Czubą. Albo Mnicha skrytego za świerkami. Albo kaczuchę, która ze wstydu za ceprów w klapkach skryła dziób w zimnej wodzie Morskiego Oka... 


      Sobota. Cudowna rekompensata za poprzednią wycieczkę. Przez Boczań na Halę Gąsienicową. Giewont ukazuje swoją tylną, niezakopiańską ścianę. W Murowańcu "normalna" ciżba. Nad Czarnym Stawem jak na plaży kąpieliska. Atakujemy Kościelec, przekraczając granicę 2000 m n.p.m. Zachęceni sukcesem schodzimy  w dolinę i wspinamy na Świnicką Przełęcz. Krążące nisko chmury próbują straszyć, ale wiatr je przegania. Główną granią docieramy na Kasprowy Wierch. Odstajemy tylko 1 godzinę w kolejce do kolejki i ostatnim kursem w ciemności zjeżdżamy do cywilizacji.


A na deser Tatry podały "Księżyc nad Świnicą". REWELACJA !!!