chiny  

  Prolog 28.04.2017
Warszawa-Szanghaj
29.04.2017
Szanghaj
30.04.2017
Szanghaj
01.05.2017
Szanghaj
02.05.2017
Szanghaj-Pekin
 03.05.2017
Pekin
Zakazane
Miasto
04.05.2017
Wielki Mur
04.05.2017
Nocny Pekin
05.05.2017
Pekin
Świątynia
Nieba
05.05.2017
Pekin
Stadion
Narodowy
06.05.2017
Pekin
07.05.2017
Pekin
08.05.2017
Xi'an
Terakotowa
Armia
 08.05.2017
Nocne Xi'an
09.05.2017
Xi'an
10.05.2017
Klasztor
Shaolin
11.05.2017
Groty
Longmen
12.05.2017
Wuhan
13.05.2017
Wuhan
Świątynia
Baotonga
13.05.2017
Wuhan
Wieża Żółtego
Żurawia
Epilog

       29.04.2017 - sobota
      Szanghaj


       Lotnisko Pudong tak wielkie, że po wylądowaniu dojazd Airbusa do rękawa trwał prawie 20 minut. Szósta rano całkiem spokojna pora. Odprawa spoko, walizeczka z żarełkiem dla Młodego przejechała.

      Motto na zaś: "Jeśli ty nie znasz języka i ona (lub on) też nie zna języka to napewno się dogadacie - jeśli tylko chcecie!"
      Głupi translatora nie wymyślił. Ty piszesz: "Gdzie to jest?". On pisze: "Nie wiem". I gra. Wszystko wiadomo.

      Stary poczuł się kasiasto, bo bankomat ATM wydał parę stówek. Pora kupić bilet do metra. Wiadomo już dokąd, wiadomo za ile. I się nie da! Stówa nie wejdzie, a drobnych 6 juanów brak. Stary słyszy za plecami znajomy język. Facet podaje drobniaki. "Please, no problem!". "A wy otkuda?". "Z Krymu!". Olenka z chłopakiem pracują w Singapurze i trochę zwiedzają. Żywej duszy dookoła i taki fart. Stary zrewanżował się polskimi słodyczami i wszyscy razem wsiedli do metra jadącego do centrum.

      Stary wysiadł z metra, rzucił okiem na nawigację, obrał jedynie słuszny kierunek i trafił... Tak podświadomie chciał tam trafić, tylko nie bardzo wiedział, gdzie tego szukać. Bo wieżowce i inne wysokości łatwo znaleźć. A tego chyba nie... To trzeba zobaczyć, a jeszcze lepiej zobaczyć i poczuć. Nie można w żadnym wypadku mówić o smrodzie. To taki lokalny mikroklimat, a Ty przybyszu jesteś gościem i jak nie pasi - wypad. Życie wychodzi na ulicę. Sklepy różnej maści, mięso, ryby, warsztaty naprawy skuterów.


      Właśnie, skutery! Skubane tak cichutkie, że aż przyjemnie. Dopuki ci w dupę nie wjadą, bo są wszędzie: z przodu, z tyłu, z boku. A do tego rowerki. Dobrze, że to wszystko mam dzwonki i non stop dzwoni. I nie wjechały...

      Starszy pan z walizką na kółkach, rozdający "nihao" wokół chyba wzbudzał zaufanie w tej enklawie. NIKT nie spojrzał z byka, nie fuknął po ichniemu "sp...". Aparat czynił swoją powinność. Nie chcąc naruszać prywatności Stary pytał w czystym polskim języku, czy można zrobić fotkę. Jedynie po dwakroć odpowiedź chyba była "nie chcę" (tak przynajmniej z oczu patrzyło). Wędrówka po zakamarkach zakończyła się na Pinglau Road. Nagle ukazał się niewiele wyróżniający się od smaku ulicy Old West Gate Hostel. Stary uwielbiał te klimaty. Nie pięć, sześć gwiazdek, lustra, marmury, all inclusiv...


      Pokoik na pięterku ze wszystkim, co potrzeba (prysznic, klima, czajniczek, kapcie), nie potrzeba (duży TV) i czasem potrzeba (WIFI). Miejsce wytchnienia pod drzewem z grubymi, mięsistymi liśćmi, kotecek milutki... Ponad dachami wyskakuje najwyższy z budynków Pudongu - Shanghai Tower.


      Na rekonesansie Stary wlazł do Yu Garden. Ludzi kopiato i przybywa, na wieczór będzie chyba komplet, jeden koło drugiego i odwracamy się na komendę. Niedaleko mały, ale jaki wspaniały park. Siedzisz na kamieniach w bambusowym zagajniku. Cisza, spokój, słychać jak bambus szybko rośnie...


      Dworzec kolejowy Shanghai Hongiao. Spotkanie Starego i Młodego, który przybył do Szanghaju z Wuhan, gdzie godnie reprezentował swoją uczelnię w Chińskiej Republice Ludowej. Wraz z nim dwa albo trzy miliony innych wędrowców. Zbliża się majówka, więc podobno nie dziwota. Powitanie po długiej rozłące, powrót do hotelu, gdzie czekał oryginalny polski schabowy. Smakował jak nigdy, z chlebkiem, na zimno, z herbatką...


       Szkoda czasu. Pora na pierwsze wieczorne spotkanie z Szanghajem. Stare miasto, rowerki, skuterki, ciągłe "pi pi pi". Nikt się nie obrusza, taki mamy klimat. Rewelacyjne iluminacje. Pewnie wszędzie na świecie takie są, ale każda jest na swój sposób cudowna.

      Na promenadzie na Bundzie sporo ludzi. Pudong wspaniały! W pełnej gali! Uroku dodają przepływające iluminowane statki wycieczkowe niczym strażnicy jakieś twierdzy.

      Tego się nie da opisać! Tu trzeba być i zobaczyć!


      Od 22.30 gasną powoli światła. Pozostają tylko sygnalizacje, zapraszające do kolejnych odwiedzin. Nocne Polaków rozmowy i w becik.

     

 

Zapisz